Jest prawie piąta rano.
Siedzę z kubkiem na parapecie. Jest jeszcze ciepły, grzeje moje dłonie. Zbliża się świt. Ile godzin spędziłam kiedyś na parapecie wpatrując się w przestrzeń? Ile bezsennych nocy jeszcze na nim przesiedzę? Kiedyś marzyłam, że będę robić dokładnie to co robię teraz-wierzyłam, głęboko wierzyłam, że tak właśnie będzie wyglądać moja teraźniejszość. Mam prawie wszystko to co chciałam.
Jest tuż po piątej.
Ciesze się, że jestem w takim miejscu, momencie mojego życia, że mogę cieszyć się szczęściem innych.