Odczuwanie bólu jest charakterystycznym wrażeniem zmysłowym. Pod względem fizjologicznym różni się od węchu, smaku, słuchu, czucia przestrzennego czy równowagi. Ból jest inny.
Dokonano wiele podziałów, aby lepiej go opisać. Ból odniesiony, trzewny, projekcyjny, parietalny, kłujący, piekący, somatyczny, mięśniowy... Ból który jest i którego być nie powinno. Ból który oznacza, że coś z ciałem dzieje się nie tak i ból, który oznacza, że wszystko jest w porządku. Ból jest różnorodny, można go porównywać do pewnie niesamowitej ilości innych odczuć, sam może być punktem odniesienia, ale czytając o bólu mimowolnie zaczęłam szukać w nim analogii do relacji międzyludzkich.
Jego właściwości są niesamowite. Nocyreceptory są przecież po to, żeby odbierać wszystkie bodźce będące zagrożeniem dla innych tkanek i w wyniku przekazywania przez nie informacji do układu nerwowego chronią przed ich zniszczeniem. I chociaż sygnał przekazywany jest proporcjonalnie do siły bodźca, to reakcja jest już zupełnie inną kwestią. Niektórzy nie przeniosą gorącej szklanki, która w pierwszym momencie poparzy ich palce, inni będą chodzić po rozżarzonych węglach. To samo odnosi się do relacji- niektórzy tygodniami rozpamiętują jednonocną przygodę, inni po miesiącu od zakończenia kilkuletniego związku potrafią zacząć następny.
Ciekawą odmianą bólu jest ból fantomowy- ból nieistniejącej części ciała, który pojawia się w wyniku pobudzenia dróg czuciowych po stronie amputacji, czasem w związku z powstawaniem nerwiaka w miejscu uszkodzenia nerwu. U pacjentów po amputacja często stosuje się Mirror Box Therapy, oszukując mózg. Ustawia się lustro tak, aby odbijało kończynę tak, aby odbicie pojawiało się w miejscu po amputacji. Ośrodkowy układ nerwowy daje się na to nabrać i ból ustępuje. Czy tak samo jest z zakończonym związkiem? Czy wrażenie, że ten ktoś jest obok daje nam złudzenie, że nic się nie zmieniło i wcale aż tak tego nie przeżywamy? A może wręcz przeciwnie? Albo tak jak MBT działa tylko w niektórych przypadkach? Trudno określić od czego może to zależeć, ale może w nielicznych przypadkach ból po stracie zarówno bliskiej osoby i kończyny może mieć różne nasilenie? Może iluzja obecności działa zawsze, tylko przy ogromnym bólu nie każdy potrafi dostrzec różnicę?
Dość oczywisty wydaje się podział termo- i mechanoreceptorów. Te, które znajdują się najbliżej powierzchni skóry reagują na głównie na wszelkie bodźce uszkadzające i termiczne, jednak salwy potencjałów depolaryzacyjnych przekazywane do zakończeń włókien nerwowych nie są zbyt silne. Te receptory które znajdują się głębiej reagują reagują dużo silniej, jednak potrzeba dużo mocniejszego bodźca, żeby je pobudzić. Jak bardzo można się zaangażować, żeby nie odczuć hipotetycznych przykrych skutków, gdyby coś poszło nie tak? Gdzie jest ta granica?
Mimo ważnej funkcji alarmowej bólu organizm broni się przed nim. Na poziomie obwodowym podczas przewodzenia bodźca czuciowego odbywa się hamowanie przez szybko przewodzące włókna wrażeń bólowych- brzmi strasznie... Technicznie, prawda? Ale to nie wszystko. Jest jeszcze coś. Na poziomie ośrodkowym... Tu zaczyna się magia. W wyniku działania bardzo silnego lub długotrwałego bodźca (w najgorszym przypadku jedno i drugie) na poziomie wzgórza zostają uwolnione endorfiny i enkefaliny- endogenne opioidy, wprowadzające w stan radości, euforii hamując przy tym przekazywanie do pól kojarzeniowych kory mózgowej wrażeń bólowych... Stąd uzależnienie od bólu, które jest tak na prawdę narkomania z endogennym pochodzeniem . Czasem zastanawiam się jak to jest ze mną. Minął już jakiś czas od kiedy czułam TEN ból. Ból, którego nie umiem opisać, bo każde słowo wydaje się niewystarczające. Ból, który do dziś wzbudza we mnie strach, mimo wewnętrznej pewności, że już nigdy go nie doświadczę. Każdy przymiotnik wydaje się zbyt mały, a lista wymienianych części ciała, które wtedy bolała zbyt krótka. Brak mi jakiegokolwiek porównania. Te kilka najgorszych dni pamiętam jako ciągły ból, przez który mój organizm zmieniał się we wrak.
I chociaż czuje do niego respekt, wiem jak wiele mnie nauczył ie interesuje mnie kiedy ból przestał być obecny w moim życiu, cieszę się że już go nie ma, ale... Dlaczego zniknął? Kiedy zadziałał mechanizm hamowania bólu? I co ciekawsze- w którym momencie przestał do mnie docierać sam bodziec?