Oto mój własny lek na własny niedobór słów. Jeśli chcesz się skontaktować pisz tutaj.

środa, 29 lutego 2012

Dzień 30

Po 30 dniach mogę śmiało powiedzieć... Plan się posypał, ot co. Zanim jednak stwierdzę, dlaczego mimo to w jakimś stopniu czuje się wygrana, pozwolę sobie wytłumaczyć, dlaczego nie kontynuuję całego planu ze wszystkimi jego założeniami.

Jedzenie nie więcej niż 1300kcal doprowadzało do tego, że nie ustalałam prawidłowo składu posiłków. Dużo cukrów, mało białka i tłuszczów- tak wyglądała przy liczeniu kalorii moja dieta. Zdarzało się też, że nie jadłam niektórych rzeczy, bo nie miałam jak ich zważyć, przez co nie mogłam wpisać do mojej magicznej tabelki ilości pochłoniętych kalorii, białka itd... Do tego jadłam zbyt mało warzyw, owoców czy twarogów (moje główne źródło białka), no bo wolę wszamać rano wielką owsiankę albo popołudniową czekoladę. Efekt? Senność i dodatkowe kilogramy zamiast zrzucenia niepotrzebnej warstwy izolacyjnej.
Wstawanie codziennie o 7.30? W moim wykonaniu? Wstawanie w weekend przed 10 było dla mnie dużym osiągnięciem, bo dawniej do 12 nie wychylałam nosa spod kołdry. Nie mówię, że to nie jest możliwe, ale niekoniecznie powinnam się na to porywać w czasie sesji, wyjazdów i po imprezach (jakbym na jakieś często chodziła ;P). Efekt? Chodziłam spać jak zwykle późno, wstawałam rano i cały dzień byłam półprzytomna i nie byłam zbyt produktywna.
Nauka 1 godzinę dziennie? Miałam zmotywować się do regularnego siedzenia nad książkami, a często odkładałam moją codzienną naukę na godziny późnowieczorne, kiedy jak łatwo się domyślić byłam zbyt zmęczona, aby cokolwiek się nauczyć. Efekt? Rano nic nie pamiętałam, a ta jedna godzina zmniejszała jeszcze bardziej mój czas snu.
30 min jakieś aktywności sportowej co dwa dni? Hmm... To było dobrze skonstruowane postanowienie. I wciągnęłam się tak, że ćwiczę częściej i dłużej. Przez pogodę niestety w lutym prawie nie biegałam (po incydencie z odmrożeniami na dłoniach mimo dwóch par rękawiczek), ale ratował mnie domowy rower stacjonarny. Do tego starałam się dużo spacerować i wykorzystać wyjazd w góry na długie spacery i dotlenienie organizmu. Efekt? Ponad 270 kilometrów przejechanych na rowerze stacjonarnym w lutym i wrażenie posiadania mięśni na nogach.
Realizacja zaległych planów z listy "do zrobienia kiedyś tam"? Idzie ciężko, ale staram się systematycznie wszystko załatwiać. Po raz pierwszy od 5 lat byłam u fryzjera, kilka spraw papierkowo- urzędowych jest praktycznie załatwionych, czekam tylko na odbiór dokumentów. Dużo więcej czasu zajmowało mi przekładanie tego na czas nieokreślony niż samo załatwienie sprawy. Efekt? Zauważyłam, że 2 większe i kilka mniejszych spraw załatwiłam kiedy tylko się pojawiły wręcz mechanicznie, żeby nie musieć ich przekładać w nieskończoność czyli nie tylko zmniejszam ilość zaległych spraw, ale też staram się, żeby nie pojawiały się nowe.
Systematyczność w codzienno- babskich sprawach jak pielęgnacji ciała czy regularne pieczenie? Jeśli chodzi o dbanie o siebie kiedy przebywam dłuższy czas w domu już nie mam z tym problemów. Całkiem niezłe efekty jakie dają naturalne produkty motywują na tyle do ich regularnego (i w sumie całkiem przyjemnego) używania, że nie muszę się zmuszać do "tracenia czasu na niepotrzebne bzdury". Pichcenie sprawia mi większą frajdę, kiedy próbuję zrobić coś nowego, więc zamiast piec ciągle muffinki i suflety wykorzystuje ciekawe przepisy, które dawno miałam wypróbować. Efekt? Generalnie trochę (choć nie spektakularnie) lepszy stan cery i włosów oraz stworzenie w kuchni kilku ciekawych potraw jak zupa migdałowa czy odkładana zawsze na inną okazję szarlotka na kruchym cieście.

Wnioski?
Moje postanowienia miały doprowadzić do tego, żebym była szczupłą, zdrową, aktywną, zadbaną, mądrą i mającą dużo czasu na realizację swoich planów młodą kobietą. I o ile cel sam w sobie jest piękny i może trochę nazbyt idealistyczny to droga, jaką chciałam to wszystko na raz osiągnąć nie jest chyba zbyt dobrze do mnie dopasowana. Narzucała mi pewne ograniczenia, do których nie byłam przygotowana i które cóż... Były po prostu ograniczeniami, a nie nawykiem mającym poprawić jakość życia. Dodając to do moich złych nawyków mam wrażenie, że zamiast być bliżej celu obchodzę go dookoła. Warto wspomnieć, że skomponowałam ten zestaw założeń na podstawie doświadczeń innych osób i chyba nie do końca był do mnie dopasowany. Podsumowując- niektóre rzeczy totalnie zawaliłam i nie potrafię się do nich zmusić, a inne przychodzą mi z taką łatwością, jak by były moimi wieloletnimi nawykami. Możliwe też, że po prostu za dużo na raz na siebie wzięłam...
Plan ulegnie więc modyfikacji... Niektórym może wydać się bezcelowe, że zamiast dać sobie większą swobodę narzucam inne ograniczenia, ale po przemyśleniach stwierdziłam, że najpierw powinnam zająć się zmianą dotychczasowych przyzwyczajeń i na ich miejsce kształtować nowe, lepsze nawyki. Nie ma po co sadzić kwiatów pośród chwastów, skoro nawet jeśli przeżyją, to ich obecność nie zostanie zauważona w zarośniętym ogrodzie. I choć by zajmowano się nimi z troską i dbałością, najpierw trzeba wziąć się za wyplenianie.

Jako, że idzie wiosna, a z nią świeże warzywa itp. postanowiłam w najbliższym czasie zrobić sobie trochę odpoczynku od słodyczy, kalorycznych przekąsek i produktów nadmiernie przetworzonych. Do tego chce więcej czasu przeznaczyć na jedzenie posiłków i jedzenie do momentu w którym nie jestem głodna ALE nie jestem jeszcze obżarta- czyli jedzenie z głową. Planuje zrezygnować z kupnego pieczywa, megakalorycznego masła orzechowego, które pochłaniam ostatnio w zbyt dużych ilościach, wszelakich budyni i innych produktów skrobiowych instant, czekolady, ciast, mleka w proszku, dużych ilości przypraw, dodatków typu ketchup czy majonez, smażenia każdego obiadu itp. Co mi zostaje? Owoce, warzywa, twarogi i produkty mleczne, jajka, domowy chleb, owsianki, kasze... Zostawiam też sobie makarony, ale tylko te pełnoziarniste i w ograniczonych ilościach. Do tego chce zwiększyć ilość ruchu na świeżym powietrzu... Z tych założeń powstaje wiec coś na kształt miesiąca czystości, więc zaczynam od jutra do końca marca. Do tego planuje kontynuować założenia związane z systematycznym dbaniem o siebie ograniczając ilość produktów chemicznych i minimalizować listę zaległych spraw do załatwienia. Rezygnuję na razie z porannego wstawania i narzucania sobie ilości godzin codziennej nauki- jestem na moich wymarzonych studiach, więc nauka nie powinna być przymusem tylko czymś, co wynika z chęci zdobywania wiedzy.

Życzcie mi powodzenia