Oto mój własny lek na własny niedobór słów. Jeśli chcesz się skontaktować pisz tutaj.

niedziela, 11 marca 2012

Dzień 41

10:30 twaróg + rzodkiewka + por + szczypiorek + olej lniany 

 12:15 por + szpinak + pieczarki, puree z warzyw (kalafior + por + brukselka), ogórek kiszony, zielony koktajl (mleko sojowe + szpinak + pietruszka + pestki dyni + fruktoza), mate
 15:00 jogurt
 15:30 pieczona ciecierzyca z olejem i przyprawami + bakłażan + pieczarki + ogórek kiszony + sałata, pokrzywa
20:30 twaróg + jogurt naturalny + zioła + szczypiorek
W "międzyczasie" kilka herbat, migdały, jedna słaba kawa i mleko sojowe.

Dziś rano postanowiłam pobiegać w inną trasą niż zwykle. Wracając spotkałam miłego biegacza z którym ucięłam sobie dłuższą pogawędkę. Opowiedział mi o tym, gdzie są najlepsze trasy na jakie dystanse w okolicy, pochwalił się wynikami jakie osiąga w maratonach, udzielił kilku rad dotyczących podstaw treningu wplatając w część merytoryczną anegdoty związane ze startami w różnych miastach czy niektórymi zawodnikami. Widać było, że ma ogromną wiedzę i bieganie faktycznie jest jego pasją... I chętnie czasem bym z nim pobiegała, żeby dowiedzieć się jeszcze więcej, z tym, że niestety biegam stanowczo za wolno, żeby dotrzymać mu tempa.
I nie było by w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że owy maratończyk ma 70 lat. Mam nadzieję, że kiedyś też będę tak biegać.