Wczorajsza noc. Opisuje, żeby zapamiętać tę noc najlepiej jak potrafię.
Wchodzę do pubu z zielonym tortem spakowanym w pudło po butach. Kontroluję w lustrze, czy mój makijaż nie rozmazał się od kolejnych łez. Schodzę do piwnicy. Mijam pierwszą, drugą, trzecią salę. W ostatniej loży siedzą moi znajomi. Z nim... Bez jego dziewczyny.
Dostaje świąteczną kartkę. Pierwszą od kilku lat. Taka tylko dla mnie. Jest śliczna. Otwieram tort, zapalam świeczkę, śpiewamy sto lat. Ciesze się, że tu jestem, chociaż wolę mimo wszystko spędzić łzawy wieczór z kartonem chusteczek albo kolejne godziny w bibliotece usiłując się czegoś nauczyć. W ramach toastu wznosimy piwo w plastikowych kubeczkach. Po chwili idę po ulubionego drinka. Po moim martini z wódką poprawia mi się humor, ale kolejne wydarzenia zaczęły być coraz mniej wyraźne.
Towarzystwo się zmienia. Ktoś wchodzi, ktoś wychodzi. Robi mi się coraz cieplej. Jestem coraz bliżej niego. Nie zamieniliśmy jeszcze żadnego słowa. Lubie go w tej koszuli. Kiedy siedzę na przeciwko nie mogę nie spojrzeć. Mięknę widząc ten uśmiech. Nie umiem go nie odwzajemnić. Wtrącasz się po chwili do rozmowy. Jest miło...
Zaczynam rozmowę, pytam o jakiś banał. Akurat nim zdążył zacząć mówić ktoś się wtrącił zadając mi pytanie. Odpowiadam przez dłuższą chwilę. Gdy kończę, chyba rozglądam się za szklanką. Znów zaczynasz mówić, cała sytuacja wygląda jak bym zapomniała, że zaczęłam rozmowę, w duchu błogosławie całą sytuację, wychodzi tak lekko, naturalnie, jak bym wcale nie myślała, nie zastanawiała się przez ostatni rok jak mogła by wyglądać nasza rozmowa. Jak bym wcale nie była niesamowicie zestresowana. Opowiadasz mi co u Ciebie. Skupiam się, chłonę każde słowo. Pytam o szczegóły. W końcu ktoś nam przerywa.
Niedługo później siadam niedaleko. Usiłuję, żebyś mnie nie widział, chowam się za innymi osobami, mam wrażenie że wyglądam okropnie. Zastanawiam się, dlaczego Twoje włosy się nie kręcą... Opowiadam Wiktorii dlaczego nie lubię jeździć pociągami. Usiłuje się skupić na rozmowach, ale wzrok ucieka mi w Twoją stronę. Ktoś wychodzi, ktoś każe się przesunąć i muszę usiąść obok ciebie. Widzę Twoje spodnie. Usiłuje sobie przypomnieć kiedy ostatni raz Ci je rozpinałam. Nie zmieniłeś wody toaletowej. Uwielbiam ją. Gdy znów do mnie mówisz nagle przestaje się stresować. Nie gram, nie kłamię. Chowam twarz w szaliku, ale właściwie czuje się przy Tobie zaskakująco dobrze. Rozmawiam szczerzę, opowiadam co u mnie. Nie zmieniam faktów.
Idę do toalety. Poprawiam szminkę, śpiewam razem z dziewczynami Modern Talking. Po wyjściu zaczepia mnie Piotrowski, mówiąc, że dobrze sobie radzę. Nie pamiętam już nawet mojej odpowiedzi, w międzyczasie zamawiam jeszcze jedno piwo. Wspomnienia coraz bardziej się zacierają, wymieniam zdania z kolejnymi przypadkowymi osobami.
Zmieniamy lokal. Pijalnia Jest niesamowicie zatłoczona, nie ma miejsca przy barze, trudno cokolwiek zamówić. Widzę, że dalej chodzisz w kapeluszu, który kupiłam ci któreś jesieni... Nim dopycham się do baru, rozmawiam z jakimś przystojnym brunetem, jako jedyna zamawiam wino. Stoję na schodach, po toaście robię zdjęcia. Chcę zapamiętać tą chwilę. Gdy wychodzimy czuję, że bawię się świetnie. Jagoda mówi, że przechodząc do wyjścia policzyła co najmniej pięciu facetów się za mną obejrzało. To tylko poprawia mi humor ach, tępy blond)...
Idziemy w kolejne miejsce, nie pamiętam już jak się nazywało. W środku pełno obcokrajowców i prawie pusty parkiet. Po chwili idę na parkiet, rozpuszczam włosy. Tańczę. Parkiet pomału się zapełnia. Po chwili z ciemnoskórym chłopakiem w czapce. Z przerażającym wysokim facecie w bluzie pamiętającej chyba lata 90. Najlepiej bawię się z długowłosym blondynem prawiącym mi dużo komplementów. Bartek kilka razy ratował mnie przed nachalnymi facetami mówiąc "odbijany", więc na pewno kogoś nie pamiętam. Pamiętam za to, że na chwile poszłam przy tobie usiąść, chciałam wyciągnąć Cię na parkiet. Odmówiłeś stanowczo. Zabolało, gdy kilka chwil później zobaczyłam Cię niezdarnie podrygującego (jubilatce się nie odmawia, rozumiem).
Nie mogę znaleźć damskiej toalety. Pytam jakiś dziewczyn, mówią, że jest tylko męska. Hmm... Czekam obok Ciebie przed drzwiami, stoimy na przeciwko siebie... Rozmawiamy. W czasie, gdy jesteś w toalecie zaczepia mnie wysoki brunet. Wymieniamy kilka zdań. Gdy wychodzisz nie zauważyłam Twojego wyrazu twarzy.
Gdy wychodzimy jeszcze w futrze na chwilę do tańca porywa mnie długowłosy blondyn, mam okazję podziękować mu za to, że świetnie się z nim bawiłam. Mrugnięciem pozdrawiam też bruneta poznanego w kolejce do toalety. Mam nadzieję, że tego nie widziałaś, nie wiem jak chcę przed tobą wypaść...
Idąc do następnego miejsca moi koledzy w pewnym momencie toczą się po chodniku. Nie wiem o chodzi, chwilę później rozdzielamy ich, jeden krwawi z wargi... Chyba w niepełnym składzie docieramy do Kultowej. Parkiet jest już prawie pusty, jest zbyt późno, żeby się zapełnił. Idę zamówić ulubione shoty, Kurwy Wędrowniczki. Barman jest miły, facet siedzący przy barze też... Gdy wracam z tacką drinków, czuję jak ktoś dotyka moich włosów. Dziewczyna siedząca przy obok stoliku prawi mi komplementy, siadam na kanapie. Miło rozmawia mi się z nią i chłopakami, którzy są z nią. Jeden z nich prosi, bym nie wracała jeszcze do znajomych, mówi, przedstawia się- ma na imię Adam, rozmawiam dość długo, opowiada mi o sobie, powtarza kilka razy, że jest katolikiem. Jest nudny. Po kilkunastu minutach zaprasza na parkiet. Sypie komplementami (nic nowego), opowiada jaka jestem niesamowita. Pyta czy może mnie pocałować. Nie zaprzeczam.
Niedługo później na parkiet przychodzą moi znajomi, żeby się pożegnać. Okazuje się, że Adam jest znajomym Piotrowskiego. Fuck. Trudno. Po chwili wychodzę z Adamem na zewnątrz, owijam się jego szalikiem. Patrzę jak strzepuje popiół z papierosa...
Wracamy na parkiet. Po chwili musi iść do toalety, wykorzystuje moment by wrócić do stolika. Okazało się, że został tylko On. Chciał zostać z moimi rzeczami. Proponuje, żebyśmy już wyszli. Nie czekam, żeby pożegnać się z Adamem.
Wsiadamy do tramwaju. Jednego z pierwszych dziennych tramwajów. Wyglądasz tak dobrze... Tak miło mi się z tobą rozmawia. Jak bym wcale się z tym nie czuła dziwnie. Jak bym cie nie kochała. Rozmawiamy o twojej pracy naukowej, o bieganiu, o jeździe samochodem. Wysiadamy na Moście Teatralnym, idę po lewej stronie... Idziemy do Kaponiery, przechodzimy przez Dworzec Główny. Mówię Ci, że widywałam Cię przechodzącego przez tory z pociągu... Nie opowiadam o tym, jak później płakałam z tęsknoty pulsującej w ciele tępym bólem. Tak dobrze, tak dobrze mi się z Tobą rozmawia. Idziemy na Dworzec Zachodni. Zimno ci. Podśpiewuję piosenkę, którą nuciliśmy, kiedy było nam zimno. Po chwili zastanawiam się czy powinnam... Pytasz czy prowadzę jeszcze bloga. Zaprzeczam. Trochę mi źle, że nie mówię Ci całej prawdy. Wsiadamy do pierwszego tramwaju, mimo iż proponujesz, że poczekasz ze mną. Teraz już wiem, że faktycznie chcesz ze mną spędzić jak najwięcej czasu. Na wschodzie zaczyna się przejaśniać. Wysiadamy na Twoim przystanku, czekasz ze mną na mój tramwaj. Tak dobrze, tak dobrze mi się z tobą rozmawia, nie chcę tego kończyć. Nie wiem jak mam się z tobą pożegnać, pocałować cię w policzek? To chyba zbyt nachalne... Słyszę stukot kół... Dziękuję Ci za miły wieczór. Trochę niezręcznie całujesz mnie w policzek nie wiedząc ile radości mi tym sprawiasz.
Siedzę w tramwaju, słucham muzyki... Nie wiem czy się cieszyć, że Cię spotkałam i że było tak świetnie czy rozpłakać widząc jak wiele straciłam. Wsłuchuję się w tekst piosenki... Does it ever get any better or will i feel this way the rest of my life, I just can't get it together but now and then i'm losing my mind...
Kilka razy tego wieczoru spotkaliśmy się spojrzeniami. Twoje oczy się uśmiechały. Mrugnęliśmy do siebie obojgiem oczu jak wtedy, gdy nikt nie wiedział, że jesteśmy razem.
Dzień później. Siedzę w ubraniach, w których spałam. Jest druga w nocy. Czuje ucisk krtani. Czuje się jak bym znów cię straciła. Całe moje ciało zachowuje się tak, jak bym znów umierała z tęsknoty. Nie panuje nad tym. Nie chcę się tak czuć, zostawiłam cię za sobą... Tak przynajmniej mi się wydawało. Wydawało mi się, że nie umiała bym z tobą rozmawiać. Cieszę się tym.
Chcę jak najwięcej zapamiętać z tego wieczoru...
Kilka razy tego wieczoru spotkaliśmy się spojrzeniami. Twoje oczy się uśmiechały. Mrugnęliśmy do siebie obojgiem oczu jak wtedy, gdy nikt nie wiedział, że jesteśmy razem.
Dzień później. Siedzę w ubraniach, w których spałam. Jest druga w nocy. Czuje ucisk krtani. Czuje się jak bym znów cię straciła. Całe moje ciało zachowuje się tak, jak bym znów umierała z tęsknoty. Nie panuje nad tym. Nie chcę się tak czuć, zostawiłam cię za sobą... Tak przynajmniej mi się wydawało. Wydawało mi się, że nie umiała bym z tobą rozmawiać. Cieszę się tym.
Chcę jak najwięcej zapamiętać z tego wieczoru...