Oto mój własny lek na własny niedobór słów. Jeśli chcesz się skontaktować pisz tutaj.

wtorek, 12 marca 2013

Wszystko zmierza do...

Wszystko układa się tak, jak by zmierzało do jednego punktu.

Przez ostatnie kilkanaście dni mam wrażenie, jak by cały świat zmówił się, żeby mi pomóc. Chciałam, żeby ten rok był wyjątkowy. Tylko ja mogę go takim uczynić.
Mam proste marzenia. Chciała bym schudnąć, biegać w ultramaratonach i mieć porządne ciuchy. Być świetnie gotującą weganką, pięknowłosą, z ładną cerą i ciałem. Móc więcej czasu spędzać w górach. Studiować z większym zaangażowaniem. Może ewentualnie prowadzić ciekawego, poczytnego bloga, ładniej śpiewać i znaleźć dodatkowe źródło zarobków.
Spełnienie wszystkich marzeń siedzi w mojej głowie. Wystarczy trochę lepiej planować, trochę bardziej się angażować.

A teraz nagle mimo stanowczo zbyt małej ilości starań udaje mi się przeskakiwać przeszkody, które do tej pory wydawały się nie do przejścia. Bez planu posuwam się do przodu. Chaotycznie biegnę. Przeszkadza mi tylko trochę moja głowa, która nie zawsze chce myśleć tak jak powinna.

Trafiam na teksty, o szczytach marzeń, o determinacji, o odwadze, o wiarze w siebie. Czytam to wszystko i czuje się jak by cały świat mówił mi "to jest ten moment". Moment, w którym w końcu zaczynam się realizować. Moment, który myślałam, że mam za sobą półtora roku temu.
Nie wiem na co czekam. Nie wiem, co sprawi, że w mojej głowie głosik "nie uda Ci się" ucichnie. Albo coś go zagłuszy.