Oto mój własny lek na własny niedobór słów. Jeśli chcesz się skontaktować pisz tutaj.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Granica

Gdzieś zaciera się granica pomiędzy rzeczywistością i wyobraźnią. Wieczorem wychodzę zbyt późno, dołączam do znajomych. Wyciągam J. na szybką kolejkę, alkohol rozgrzewa, ale nie uderza do głowy. Facet przy barze z rozbawieniem komentuje mój uśmiech po opróżnieniu kieliszka. Gdy schodzimy do podziemia klubu od razu zamawiamy ze znajomymi ulubione shoty z czasów końcówki liceum- Kurwy Wędrowniczki, choć już nigdy nie będą smakować tak samo jak tuż po zakończeniu szkoły. Kilka zdań, w tym hałasie nie da się rozmawiać, ale nie po to tu przyszliśmy.
Wychodzimy na parkiet. Ktoś musi rozruszać to miejsce. Na skrzyni pod ścianą siedzi sącząc piwo facet w skórzanej kurtce. Wyraźnie się nam przygląda.
Skaczemy. W rytm tej muzyki nie da się tańczyć. Wygłupiamy się (od razu czuje się młodsza), a na parkiecie zaczyna robić się gęsto mimo okropnych kawałków. Ze schodów schodzi chłopak, którego poznałam tu w grudniu... Krzyczę do koleżanek, że chyba jestem zbyt trzeźwa, idę po piwo. Podchodząc do baru barman przystawia swoje ucho jakieś kilkanaście centymetrów od mojej twarzy, żeby usłyszeć co chcę zamówić.
Wracam do stolika, chwile rozmawiam z najbardziej uroczą parą jaką ostatnio poznałam- są tak mili, zabawni i uroczy, że mam szczerą ochotę ich znienawidzić, ale nie potrafię... Zdzieram gardło na zwykłej rozmowie, po chwili wracam na parkiet. Mój jednowieczorny znajomy udaje, że mnie nie zna, stoi z kuflem w przejściu między parkietem, a stolikiem przy którym zajęliśmy miejsca ze znajomymi. Bardzo niedojrzale przyjmuje tą samą taktykę, choć prawda jest taka, że jeszcze kilka razy tego wieczoru będę się zastanawiać, czy to na pewno on.
Alkohol szumi w głowie. Skaczę wysoko. Bawię się świetnie. Świat traci na realności. Jestem zaabsorbowana sobą, interesuje mnie tylko tu i teraz. Kolega łapie mnie w talii i przechyla do tyłu, moje włosy pewnie lądują na podłodze, miedzy kolejnymi obrotami nie mogę złapać oddechu. Czekałam na taki wieczór od bardzo dawna. Nie kręci mi się w głowie, tylko oczy nie mogą przyzwyczaić się do półmroku przez szeroką wiązkę światła, na którą co chwilę wpadam mrużąc oczy. Nie bawi mnie dziś pojedynek na nagabów, ale gdy chłopak w zielonej koszulce podchodzi z nieśmiałym uśmiechem nie mogę się oprzeć. Zupełnie nie umie tańczyć, więc podskakujemy w rytm muzyki. Staram uśmiechać się uroczo. Niezręcznie łapie mnie w talii, jest dla mnie trochę za wysoki (jak każdy) więc zarzucam mu ręce na szyje. Choć wszyscy naookoło krzyczą poruszamy się w zupełnie innym rytmie. Po pierwszej piosence oddala się na chwilę, rozglądam się za moimi przyjaciółmi, którzy gdzieś zniknęli. Chyba źle to rozumie, wraca i znów kładzie ręce na mojej talii, przyciągając mnie do siebie. Poruszamy się powoli, opiera brodę na mojej głowie (co zawsze mnie irytuje). Śmieje się. Wpada na nas tłum, chłopak przyciąga mnie do siebie opiekuńczo zasłaniając sobą i pociągając w spokojniejszą przestrzeń. Przy następnej piosence nie oddalam się, pyta mnie o imię, a następnie upewnia się, czy to nie zdrobnienie. Dwa razy. W międzyczasie dowiaduje się, że ma na imię Adam- czyli tak jak znajomy-którego-nie-pamiętam przyglądający mi się z korytarza. Już wiem, że od teraz zacznę wyróżniać nowy gatunek nagabów zwany Adasiami z Kultowej. Jeszcze chwile tańczymy na zmianę szalejąc w dzikich podskokach i przesadnie wolno kołysząc się w trochę zbyt mocnym uścisku. Po chwili kumpel przychodzi, mówiąc, że wychodzimy. Uśmiecham się ładnie na pożegnanie- nie wiem czy jestem wkurzona czy zadowolona, że sytuacja ma takie zakończenie.
Zanim się zbierzemy jeszcze chwilę szaleje ze znajomym na parkiecie. W tym czasie Adam poluje na wysoką brunetkę. Rejestruje ten fakt z zadowoleniem, nie mam pojęcia czemu.
Bawię się świetnie. W ciemności, obcych ramionach, z przyśpieszonym oddechem i smakiem orzechówki. Z przyjaciółmi i obcymi ludźmi. Z głośną muzyką w tle. Podziemie jest trochę nierealne, teraźniejszość miesza się z przeszłością. Adasie są wszyscy podobni, Ci z przed lat mieszają się z tymi aktualnie spotkanymi. Kurwy Wędrowniczki nie smakują tak samo, ale na pewno wpływają na zacierające się granice...