Oto mój własny lek na własny niedobór słów. Jeśli chcesz się skontaktować pisz tutaj.

wtorek, 14 maja 2013

Kolejny wieczór

Nie chce zamykać się w konkretnych definicjach. Nie lubię ram, nie przepadam za "powiedz coś o sobie".

Przy zakorkowanej dwupasmówce w pełnym słońcu, z plecakiem opartym o nogi i koleżanką siedzącą na krawężniku łapię stopa z wielkim uśmiechem. 
W samochodzie, obok kierowcy zasypiam na siedząco, słońce świeci mi prosto w twarz. 
Przed północą ze zbitymi kolanami i krwawiącą ręką szukam transportu na ostatnie kilometry. 
Przerażona piszę do kolegi licząc, że może nie śpi, może przejdę się kilka kilometrów...
W ogromnej sali śmieję się ze znajomymi, siedzimy ciasno przy stole, nie pasujemy do eleganckiej sali bankietowej.
Podziemna sala klubu jest zadymiona, siedzę na skrzyni patrząc prosto w światła, sączę piwo.
Cały dzień spędzam w łóżku, nie mogę się na niczym skupić. Dzień jest zbyt długi, nie mogę wstać.
Stoję kilkaset metrów od szczytu góry pod jodłą. Widzę błysk, od razu słyszę huk. Dróżką spływają ogromne ilości błota, nie da się iść.
Młody chłopak pije nalaną kolejkę. Poza zasięgiem światła świec głaszcze moją dłoń. Ma ładny uśmiech i czarną kreską nad okiem.
Dwudziestokilkulatka, dość pijana, brudna po pracy w polu wraca do domu. Jej siostra krzyczy na nią, wyrywa jej plecak wyrzucając na ziemię puszki piwa, jedna z nich dziurawi się obryzgując całą kuchnię. Dziewczyna pada na ziemię, jej siostra krzyczy, że mam się wynosić.
Lekko kulejąc przechodzę niezgrabnie przez płot zrobiony z przewalonych drzew. Idę nieznaną ścieżką w górach, towarzyszą mi dwa psy. Idę za nimi licząc, że znają drogę.
Chłopak w lokach mówi mi, że mam zajebiste włosy. Odpowiadam, że wiem. I dziękuję. Nie wie, że część wieczoru spędziłam przyglądając się mu. Wiem o nim dużo.
Zapada zmrok, zamiast usiąść nad książkami stukam w klawiaturę laptopa.


Nie lubię się definiować.
Ale czuję się taka... Dziwna i pokręcona.