Każdego dnia w moim życiu padał deszcz.
Szłam wzdłuż rzeki w środku dnia. W deszczu. Szłam naszą drogą, słuchałam. Sprawiłeś, że chciałam umierać. Szłam pustą drogą wzdłuż rzeki, nie spotkałam nikogo, mimo iż był środek dnia. Szłam miejską drogą, czułam się zupełnie sama. Byłam zła, nieszczęśliwa, chciałam, żeby padał deszcz, żeby ten początek lata płakał razem ze mną.
Padał tak, że zalało całe miasto, padał tak, że wody w rzece zaczęła po kilku dniach zalewać miasto. Woda była tak wysoko, jak jeszcze nigdy. Chodziłam w deszczu, nie wiedziałam jak piękna byłam z tym całym swoim nieszczęściem. Płakałam, ale nikt nic nie widział, bo razem ze mną płakał początek lata.
Pamiętam którąś z tych deszczowych nocy. Kolejny raz obudziłam się z dziwnym uczuciem, że coś jest nie tak. Kiedy znów przypomniałam sobie całą historię, kiedy znów czułam ból, kiedy znów zaczęłam płakać usłyszałam deszcz, który powoli znów zaczynał padać.
To był dobry czas. Mimo tego co wtedy myślałam. To był płacz, który wyczerpał limit płaczu na długie lata. Nie dał mi siły, ale stałam się odporna. To nie działo się z dnia na dzień, nie wiem kiedy tak na prawdę to się stało. Może cały czas się dzieje.
Zawsze lubiłam czarny humor, ale nie byłam wystarczająco twarda, żeby śmiać się z tego, co dotyczy mnie. A może po prostu nic wystarczająco czarnego mnie nie dotyczyło?
Dobrze bawiłam się w ogniu. Zgubieni w tłumie, to mogło by być nawet romantyczne... Wtedy. Teraz wizja wspólnego spłonięcia nie wydaje się kusząca, ani nawet tragiczna. Ot dramo-komedia. I nawet wspólne puszczenie lampionu w niebo, nie było takie, jaki chciała bym żeby było. Ot, napełnił się powietrzem i poleciał w przestrzeń.
To tyle.
xoxo
Pogrzebowa Dziewczyna