Po takich bezowocnych tygodniach boisz się spojrzeć w lustro. Ja się boję. Nie wiesz co zrobić, boisz się ruszyć, żeby czegoś nie zawalić jednocześnie zdając sobie sprawę, że leżenie w łóżku niczego nie popchnie do przodu. Pierwszy niezdany egzamin, kolejny pogrzeb. Świat zamiera o dziwnych godzinach. Bieg o 4 rano nie przynosi satysfakcji, pojawia się tylko okropne zmęczenie.
Przypadkiem jedziesz do Krakowa. Dwa miesiące temu było przyjemnie, czemu nie spotkać się z tymi ludźmi znowu? Okazało się, że nie było tam za wiele znajomych twarzy. Ale to nic!
Takie momenty, kiedy rozpiera człowieka moc nie zdarzają się często. Szkoda.
Takie zdarzenia, w których człowiek dostaje energetycznego kopa na dłuższy okres czasu zdarzają się raz na kilka lat. Hakuna matata to było właśnie to!