Nawet tego, że nie przeczytasz tej pięknej historii:
Nigdy nie byłam dobra w pamiętaniu, ale tak bardzo, bardzo nie chce zapomnieć tych sytuacji i drobnych gestów. Niektóre są piękne same w sobie, inne uzupełniają całą historię naszej znajomości. Nie chce zapomnieć tej chwili, kiedy...
Kiedy spotkaliśmy się na pierwszym koncercie. Kiedy jakoś tak niezręcznie przytuliłeś mnie na pożegnanie, a ja odchodząc przeklinałam własną nieśmiałość, bo nie zapytałam się nawet o Twoje imię.
Kiedy zauważyłam Cię pod dużą sceną i obserwowałam przez chwilę, zanim mnie spostrzegłeś- i kiedy w to zrobiłeś uśmiechnąłeś się na mój widok tak... Radośnie.
Kiedy po Leningradzie nie chcąc Cię zgubić w tłumie odruchowo chwyciłam Twoją rękę.
Kiedy przytuliłeś mnie na pożegnanie, a później pocałowałeś mnie tuż przed tym, zanim musiałeś iść, jeszcze na Woodstocku, a chwilę później biegłam pomiędzy tysiącami ludzi na umówione wcześniej spotkanie zastanawiając się czy faktycznie jeszcze się odezwiesz.
Kiedy zaproponowałam w wiadomości, że przyjadę, a kilka dni później stałam sama w burzy przy przystanku autobusowym łapiąc stopa w stronę Bielska ubrana w krótkie spodnie i coraz to bardziej mokrą od deszczu bluzę zastanawiając się po co w ogóle coś takiego przyszło mi do głowy.
Kiedy szedłeś przez rynek w moim kierunku uśmiechając się, a ja właściwie miałam trochę nadziei, że jednak nie będziemy mieli o czym rozmawiać i moje zauroczenie minie po tym wieczorze.
Kiedy odwróciłeś wzrok nad stołem i zakryłeś oczy dłonią, żeby dać mi szansę na ucieczkę chyba po opowiedzeniu historii o Balicach, a ja zdałam sobie sprawę, że od pierwszego spotkania zapamiętałam, że masz ciemne, takie głębokie spojrzenie, chociaż normalnie nie zwracam uwagi na czyjś kolor oczu.
Kiedy nie mogłeś się skupić i co chwilę gubiłeś wątek, gdy siedzieliśmy na ławce w parku. I kiedy Cię pocałowałam, i kiedy zrobiłam to drugi raz prosząc wcześniej, żebyś na chwilę przerwał mówienie, co miałam wrażenie bardzo Ci się spodobało.
Kiedy szliśmy parkową alejką, chwyciłam Cię za rękę, a Ty powiedziałeś, że dawno się tak nie czułeś- pijany, chociaż trzeźwy i bardzo szczęśliwy.
I kiedy chwilę później zatrzymałam Cię na ostatni pocałunek przy wyjściu z parku. Niesamowity pocałunek, który na długo zapamiętam, bo miałam wrażenie, że jest przesycony emocjami i który spowodował, że sama czułam się jak... Kłębek emocji. Które po chwili, kiedy wyszłam z przejścia jak by zupełnie się wyciszyły, kiedy zobaczyłam Cię biegnącego przez ulicę. I które po kilku minutach, kiedy biegłam na autobus po prostu wybuchły we mnie jeszcze raz.
Kiedy byłam spakowana dzień później i zdecydowana, że wyjeżdżam i nieoczekiwanie dla siebie samej zapytana, czy jadę powiedziałam, że zostaję, bo tak bardzo chciałam spędzić z Tobą jeszcze trochę czasu.
Kiedy siedzieliśmy nad rzeką, na schodach i powiedziałeś, że znikasz na minutę, a ja zastanawiałam się po co chcesz tracić jedną z niewielu chwil, jaką możemy razem spędzić. I jak mimo to spodobały mi się kwiatki od Ciebie. I kiedy nie podobało mi się Twoje spojrzenie, kiedy jadłam poziomki. I kiedy siedzieliśmy obok siebie, a Ty objąłeś mnie i zacząłeś całować moją szyję.
Kiedy rozmawiałam z Tobą przez telefon patrząc na sielankową polanę, na której spędziłam kilka dni i czułam się dziwie namawiając Cię na spotkanie o tak wczesnej godzinie.
Kiedy czekałam na Ciebie całą noc spacerując, sama.
Kiedy spędzaliśmy razem czas tego niezapomnianego ranka, usiedliśmy na tym niezbyt wygodnym drzewie w niezbyt ładnym miejscu, ale niedługo później to było już nieważne. Bo byłeś Ty, rzeka i wschód słońca, i wszystko inne przestało mieć wtedy znaczenie, czasem tylko kątem oka widziałam jakiś nieistotnych ludzi na moście. Ważne były wtedy Twoje usta. Twoja twarz w moich dłoniach, jak bym mogła nimi zapisać w pamięci tą chwilę. Dotyk Twoich rąk. Przyjemność przebywania w Twoich ramionach.
Kiedy jeszcze raz szliśmy w stronę rzeki i milczałeś zmęczony, a ja nie wiedziałam jak się zachować.
Kiedy siedzieliśmy oparci o murek, miałam wrażenie, że już prawie śpisz i zapytałeś mnie czy czuje się przy Tobie swobodnie, a ja nawet nie zdążyłam skłamać.
Kiedy zapytałam o godzinę przerywając najnamiętnejsze pocałunki i okazało się, że mój pociąg odjeżdża za kwadrans. I kiedy chciałam wstać, a po chwili nie pamiętam już dlaczego siedziałam z Twojej drugiej strony...
Kiedy już szliśmy w stronę dworca, a moment później całowaliśmy się oparci o barierkę. Czułam ekscytacje, onieśmielenie, coraz szybsze bicie mojego serca i lekkie zawroty głowy. I chciałam, żeby świat zmalał tylko do nas, do Twojej ręki na moim biodrze, Twojego języka w moich ustach, mojej dłoni w Twoich włosach. Chciałam, żeby świat zmalał do Twojej niesamowitej bliskości...
Kiedy zupełnie nie wiedziałam jak się zachować po Twoich słowach chwilę później, bo nikt od bardzo dawna nic takiego mi nie mówił. Bo nikomu od bardzo dawna nie miałam ochoty dać okazji, żeby coś takiego powiedzieć.
Kiedy pożegnaliśmy się, a mi zrobiło się przykro, że nie poczekałeś ze mną na pociąg.
Kiedy zadzwoniłeś
I kiedy czasem w ciągu dnia mam ochotę wysłać Ci krótką wiadomość, zawierającą jedno, krótkie słowo- tęsknię.